Ostatni obrońca cmentarza w Dytiatynie odznaczony Medalem „Virtus et Fraternitas”

 

2 czerwca 2021 roku w Pałacu Prezydenckim w Warszawie Prezydent Andrzej Duda wręczył Medale „Virtus et Fraternitas” dziewięciu osobom – większości z nich pośmiertnie, na ręce rodziny. Tylko jeden z odznaczonych mógł odebrać medal osobiście. Był to Petro Hrudzewycz, Ukrainiec z Dytiatyna, który w szczególny sposób zasłużył się dla zachowania pamięci o bitwie z 16 września 1920 roku.

 

Po tym, jak po II wojnie światowej Sowieci zniszczyli Polski Cmentarz Wojenny w Dytiatynie, na miejscu bitwy pozostał tylko żelazny krzyż – według legendy, wykonany z łusek pocisków wystrzelonych podczas bitwy. Do sprawy powrócono dopiero w 1986 roku. Na miejsce zostali zwiezieni więźniowie kryminalni, którzy przewrócili krzyż. Pozostawała kwestia, co z nim teraz zrobić. Grupa miejscowych urzędników partyjnych złożyła wizytę Petro Hrudzewyczowi, który pracował jako kierowca w kołchozie, rozwożąc ludzi do pracy ciężarówką. Kazali mu wziąć samochód i „uprzątnąć” krzyż: „Trzeba zabrać krzyż i wywieźć. Albo w las, albo do rzeki”.

 

Pan Petro odmówił. „Ja polskiego krzyża nigdzie nie wywiozę. Ani do rzeki, ani do lasu”. Został za to ukarany surową karą dyscyplinarną. Od tej pory musiał dodatkowo rozwozić kilkudziesięciolitrowe bańki z mlekiem, które kazano mu rzucać własnoręcznie na wysoką pakę ciężarówki. Pewnego razu doznał przy tym rozległego urazu kręgosłupa. „Przyjechał do domu w takim stanie, że musieliśmy go wyciągać z ciężarówki. Coś mu strzeliło w kręgosłupie. Potem trzy dni leżał w domu, a my z siostrą obracałyśmy go na materacu, bo sam nie dał rady się podnieść. Od tego momentu coraz bardziej upadał na zdrowiu. Było z nim tylko gorzej i gorzej…”. Od tej pory porusza się o kulach.

 

Krzyż został ostatecznie wrzucony przez więźniów za ogrodzenie cerkwi w Dytiatynie, gdzie stoi wkopany do tej pory, podczas gdy na odbudowanym w 2015 roku Polskim Cmentarzu wojennym ustawiono nowy krzyż.

 

Autor tego tekstu poznał Pana Petro Hrudzewycza przypadkiem, w czasie obchodów 98. rocznicy bitwy 18 września 2018 roku, na które nasz bohater dotarł pomimo swego kalectwa. Jego historia jest powszechnie znana w lokalnej społeczności, dlatego niemal każdy rozmówca odsyłał reportera właśnie do niego. Po powrocie do Polski wraz z o. Bronisławem Staworowskim, ówczesnym Prezesem Zarządu Fundacji Brat Słońce, podjęto decyzję o rozpoczęciu procedury zgłoszenia Pana Petro Hrudzewycza do odznaczenia.

 

Zaledwie rok wcześniej, w 2017, do polskiego systemu odznaczeń państwowych dołączył nowy medal, „Virtus et Fraternitas”, ustanowiony specjalnie z myślą o cudzoziemcach, którzy ratowali Polaków od zbrodni nazistowskich, komunistycznych lub nacjonalistycznych, albo opiekowali się polskimi miejscami pamięci poza granicami współczesnej Polski. W lipcu 2019 roku autor tego artykułu wraz z o. Bronisławem udali się do Dytiatyna, gdzie nagrali relacje Pana Petro Hrudzewycza, jego rodziny oraz sąsiadów.

 

Ten materiał źródłowy złożono do Instytutu Pileckiego – gospodarza Medalu „Virtus et Fraternitas” – gdzie przeszedł on pozytywną weryfikację wstępną, po czym pracownicy Instytutu przystąpili do własnych badań. Po ich zakończeniu wniosek o odznaczenie został przedłożony Prezydentowi RP. Gdyby nie pandemia COVID-19, uroczystość wręczenia medali odbyłaby się już w 2020. Jednakże z powodu działania siły wyższej przesunęła się o ponad rok. Na uroczystości wręczenia medalu Panu Petro Hrudzewyczowi towarzyszyła córka, Wira Sanoćka oraz osoby reprezentujące Fundację Brat Słońce. O jego odznaczeniu pisały największe polskie i wiele spośród ukraińskich mediów, a historia Petro Hrudzewycza wreszcie wyszła poza krąg lokalny i stała się znana szerszemu kręgowi społeczeństwa w Polsce i na Ukrainie.

 

„Ja się nie bałem. Chodzę do cerkwi, jestem osobą wierzącą. (…) Kierowałem się nie tyko wartościami chrześcijańskimi, zgodnie z którymi zostałem wychowany, lecz także pamięcią o poległych synach, mężach i bohaterach, którzy oddali życie na tej ziemi. Chociaż moja rodzina i ja doświadczyliśmy wielkich prześladowań, nie sądzę, żebym uczynił coś szczególnego, bo na moim miejscu wszyscy zrobiliby tak samo ze względu na pamięć i poszanowanie poświęcenia polskich żołnierzy” – mówił ostatni bohater Dytiatyna w dniu odznaczenia go w sercu polskiej Stolicy.

 

Marcin Więckowski

 

 

 

Comments are closed.