|
|
|
|
|
| |
|
|
|
| Sytuacja na froncie |
|
W maju 1920 roku Rosjanie rozpoczęli ofensywę na Ukrainie, w której wzięły udział trzy zgrupowania wojsk: Armia Golikowa, "Grupa Jakira" i I Armia Konna Budionnego. Grupa desantowa Golikowa przekroczyła Dniepr na zachód od Czernihowa i przecięła połączenie kolejowe z Korosteniem. Grupa Jakira zdobyła Białą Cerkiew. Utworzono w końcu południowo-zachodni front bolszewickiego ataku na rubieże Ukrainy (12, 13 i 14 Armia) opierający się o linię Karpat, dowodzony przez Aleksandra Ilicza Jegorowa. W składzie 14 armii komendarma Michaiła Mołkoczanowa atakowała wspomniana samodzielna grupa bojowa Jony Emanuiłowicza Jakira, a w niej 8 Dywizja Konna "Czerwonych Kozaków" Witalija Markowicza Primakowa. Wyznaczony przez Jegorowa kierunek natarcia dla tego ugrupowania stanowiła oś Równe - Lwów - Tarnów.
Działania wojenne Wojska Polskiego i sprzymierzonej Armii Czynnej Ukraińskiej Republiki Ludowej toczone na południowym odcinku frontu wschodniego od końca lipca do połowy października 1920 roku otrzymały nazwę Bitwy Lwowskiej, która odbywała się niejako na uboczu Bitwy Warszawskiej, choć to właśnie od wyniku zmagań na południu - szczególnie pod Brodami - zależało w poważnym stopniu polskie zwycięstwo pod Warszawą. Sukcesy na odcinku lwowskim miały również pozytywny wpływ na polskie zwycięstwo w Bitwie Niemeńskiej i ostateczne rozbicie bolszewików. Rozkazem nr 8358/III z 6 VIII 1920 roku polskie dowództwo Frontu Południowo-Wschodniego podjęło decyzję przegrupowaniu i podjęciu kontrofensywy, której apogeum były walki 3 i 6 armii (12 VIII przeformowanej we Front Południowy) na przedpolu Lwowa, na linii Bugu i Gniłej Lipy oraz działania bojowe Armii Czynnej URL na linii Dniestru. 20 sierpnia rozpoczął się odwrót armii konnej spod Lwowa do Włodzimierza Wołyńskiego a 8 DK "Czerwonych Kozaków" z rejonu Stryja i Drohobycza do Halicza. W ostatniej dekadzie sierpnia polskie dowództwo podjęło działania, których celem było uniemożliwienie wyjścia armii konnej na tyły polskiej grupy uderzeniowej. Uwieńczeniem tej operacji było rozbicie I armii konnej pod Komarowem i odrzucenie jej za Bug.
Kolejną ważną fazą ofensywy na Froncie Południowym było rozbicie rosyjskiej 12 Armii na Wołyniu oraz 14 Armii w Małopolsce Wschodniej. Planowano przeprowadzenie koncentrycznego natarcia siłami 3 i 6 Armii. 6 Armia pod dowództwem gen. Józefa Hallera (do 15 września gen. Robert Franciszek Walenty Lamezan de Salins) otrzymała rozkaz rozbicia wojsk nieprzyjacielskich broniących się między rzeką Gniłą Lipą, Dniestrem a Zbruczem oraz zepchnięcia ich na północny-wschód na 3 Armię, aby odciąć im drogę na Tarnopol. Z początkiem września powierzono dotychczasowemu dowódcy walczącej w bezpośredniej obronie Warszawy 1 Armii generałowi Franciszkowi Latinikowi dowództwo nad 8 i 12 dywizjami piechoty i 1 brygadą kawalerii a następnie przerzucono go na wzmocnienie 6 armii gen. Lamezana de Salins, która dotąd wraz z towarzyszącymi jej ukraińskimi oddziałami Petlury cofała się jeszcze przed bolszewicką 14 armią. Wzmocnienie frontu miało na celu powstrzymanie odwrotu i rozpoczęcie w Małopolsce ofensywy, o czym wspomniano wcześniej. 14 września natarcie grupy gen. Franciszka Latinika (8 DP, 1 BK) oraz ukraińskiej Armii Czynnej gen. Mychajła Omelianowicza Pawlenki, skoncentrowanych wzdłuż rzeki Dniestr na wschód od Stanisławowa, na dwie dywizje sowieckie (XLI piechoty, i VIII jazdy) - przyniosło sukces i zdobyto Czortków. 15 września 1920 8 DP zajmowała przedmoście Halicza od Bołszowiec, przez Meduchę, Słobódkę Konkolnicką do Wodnik. 8 DP 16 września rozpoczęła dalsze natarcie na wschód. Prawa kolumna w składzie XVI BP miała maszerować wzdłuż drogi Meducha - Zawałów - Podhajce, natomiast lewa kolumna w składzie XV brygady piechoty (bez 13 Pułku Piechoty) skierowała się drogą na Martynówkę - Szumlany - Mużyłów. Łączność między tymi brygadami, posuwając się rozczłonkowanymi batalionami na znacznej przestrzeni, miał utrzymać 13 Pułk Piechoty "Dzieci Krakowa", dowodzony przez kpt. szt. gen. Jana Gabrysia, a wraz z nim 7 bateria 8 Pułku Artylerii Polowej oraz 1 Pułk Artylerii Górskiej, który 28 sierpnia 1920 roku marszem podróżnym spod Osetna, w kierunku na Wyszków - Radzymin ze swoim dywizjonem przeszedł do Warszawy, skąd transportem kolejowym 13 września przybył do Stanisławowa. |
|
|
|
|
| Marsz na Rudniki |
|
Przed świtem 16 września 1920 roku wszystkie pododdziały 13 Pułku Piechoty, jakie zdołał zebrać jego dowódca kpt. Gabryś zgromadziły się w Zagórzu Konkolnickim. Był tam wsławiony w bitwie pod Ossowem III batalion kpt. Szewczyka (9 i 11 kompanie), artyleria pod dowództwem kpt. Władysława Domańskiego w skład której wchodziła 7 bateria 8 pułku artylerii polowej pod dowództwem ppor. Zygmunta Gużewskiego, wyposażona w dwa francuskie działa lekkie 75mm oraz 4 bateria 1 pułku artylerii górskiej wyposażona w cztery austriackie haubice górskie kaliber 100mm, pod dowództwem kpt. Adama Zająca i poruczników Wacława Śniegockiego i Franciszka Wątroby. Kolumna wojsk, wraz z plutonem telefonicznym, dowództwem pułku i konnym zwiadem na czele, ruszyły w kierunku Rudnik, zgodnie z rozkazem płk. Burhardta - Bukackiego. Ogółem kolumna 13 pp liczyła około sześciuset ludzi, w tym dwustu piechurów w dwóch kompaniach i sześćdziesiąt szabel konnych zwiadowców. Kolumna wspierana była przez sześć dział i sześć ciężkich karabinów maszynowych. |
|
|
|
|
| Zajęcie Dytiatyna |
|
Przed godziną dziewiątą 9 kompania ppor. Leona Jędrzejasza zajęła Dytiatyn. Została jednak ostrzelana przez oddział rosyjski w sile około dwustu ludzi z trzech ckm ze wzgórza 385, położonego na północny wschód od wsi. Mimo ciągłego ostrzału kompania podeszła pod wzgórze, wykorzystując zasłony terenowe i ruszyła na bagnety. Bolszewicy nie przyjmując walki rzucili się do ucieczki. Śledząc ze zdobytego wzgórza kierunek odwrotu nieprzyjaciela ppor. Jędrzejasz zauważył znaczny oddział z artylerią i taborami maszerujący z Szumlan groblą wzdłuż rzeczki Bybełki na Bybło. Ze względu na znaczną odległość nie był w stanie rozpoznać co to za oddział i dlatego wysłał natychmiast meldunek do dowódcy pułku kpt. Gabrysia meldunek w tej sprawie. Gdy goniec dotarł z wiadomością do kpt. Gabrysia nadjechali również konni zwiadowcy, którzy donosili o zbliżającej się kolumnie od strony Szumlan. Kiedy zwiadowcy ustalili, że zbliża się do nich wojsko nieprzyjacielskie dowódca wydał rozkaz, aby artyleria zajęła wzgórze 385 frontem na północny zachód, w celu odcięcia przeciwnikowi dróg prowadzących na wschód. 11 kompania ppor. Jakuba Fasta z drużyną ckm obsadziła wzgórze pod Bokowem. 9 kompania zajęła stanowiska półkolem na wzgórzu 385 a kompania techniczna okopała się niedaleko wschodniego krańca Dytiatyna. I batalion, który po przełamaniu obrony nieprzyjaciela rozpoczął pościg w kierunku Nowych Skomorochów, otrzymał rozkaz zakończenia akcji i kontynuacji marszu przez Podszumlańce - Stare Skomorochy - Bybło - Dytiatyn na Rudniki. Kpt. Gabryś nie przewidywał bowiem spotkania z większymi siłami nieprzyjaciela. Okazało się, że dla uzupełnienia luki we froncie rosyjskie dowództwo 14 armii skierowało na Dytiatyn 8 Dywizję Kawalerii "Czerwonych Kozaków" w sile 6 pułków (relacja rosyjska), 1500-2000 szabel, wspieraną przez sześć do dwunastu dział i kilkadziesiąt ckm (wg danych ewidencyjnych oraz relacji lotniczej z 8 i 19 sierpnia na wyposażeniu Dywizji było 12 dział i 50 ckm) oraz 123 brygadę strzelców i niedobitki 366 pułku strzelców, w sile przynajmniej tysiąca bagnetów. Przewaga wojsk sowieckich była kilkakrotnie większa od wojsk polskich. |
|
|
|
|
| Bitwa |
|
Gdy okazało się, że groblą posuwają się jednostki rosyjskie rozpoczęto ostrzał artyleryjski ze wzgórza 385, zamieniając drogę z kolumną nieprzyjaciół w kłębowisko zniszczonego nieprzyjacielskiego sprzętu. Tabory na czole kolumny poniosły ogromne straty, gdyż polska artyleria trafiała bardzo celnie z niewielkiej odległości. Ponadto, część wozów próbowała zawracać na Szumlany, część jechała dalej na Bybło, co potęgowało zamieszanie. Również piechota i kawaleria poszły w rozsypkę. Z czoła kolumny bolszewickiej tylko jedna bateria zdołała zająć pozycję i rozpocząć ostrzał. Odpowiedziała jej bateria artylerii górskiej. Dwie kolejne baterie rosyjskie otworzyły po krótkim czasie ogień na północ od Bokowa. Pojedynek artyleryjski trwał blisko godzinę. Obie baterie znajdowały się na odkrytych stanowiskach, jednak brak miejsca uniemożliwiał zmianę pozycji. Tymczasem Rosjanie, naciskani już przez polską ofensywę 6 Armii od północy i zachodu, przygotowywali się do uderzenia na wzgórze 385, aby otworzyć sobie drogę odwrotu na wschód. Przed godziną jedenastą równocześnie ruszyły oddziały rosyjskiej kawalerii: od Bybła na pozycje 9 kompanii i z północy na pozycje 11 kompanii, wspierane przez piechotę i pod osłoną ognia czterech baterii artylerii. Polscy żołnierze byli dobrze ukryci i nie doznali większych uszczerbków. Karabiny maszynowe zadały dotkliwych strat nacierającym oddziałom wroga a celny ostrzał baterii kpt. Domańskiego ostatecznie zmusił nieprzyjaciela do odwrotu. W czasie przerwy w walce uzupełniano amunicję a ciężko rannych przeniesiono do taborów w wąwozie po wschodniej stronie wzgórza. O godzinie dwunastej artyleria rosyjska gwałtownie ostrzelała ujawnione stanowiska karabinów maszynowych i artylerii. Dwa granaty zniszczyły całkowicie jedno z dział 7 baterii. Artylerzyści ze zniszczonej baterii zasilili obronę 9 kompanii. Inne obsługi baterii, nie zważając na gęsty ogień, wykonywały swoje zadania. Po tym ostrzale bolszewicy przeprowadzili drugi raz szarżę kawaleryjską. Tym razem, jedno skrzydło wyszło od strony Szumlan a drugie od południa ze strony Chochoniowa, co zaskoczyło lewe skrzydło polskiej obrony, na którym była kompania techniczna. Ostrzał z ckm-ów nie powstrzymał kozaków i wdarli się oni na wzgórze, zagrażając polskiej obronie. Brak wsparcia zmusił kpt. Gabrysia do wydania rozkazu o kontrataku. Chorąży Martyna, dowódca kompanii technicznej, bohatersko podniósł swój oddział do walki na bagnety. Kozacy zaskoczeni brawurą polskiego uderzenia nie potrafili zorganizować szarży i w rozsypce rzucili się do ucieczki. Na prawym skrzydle szarże kawalerii załamały się na twardej obronie 11 kompanii pod dowództwem ppor. Fasta wspieranego dzielnie przez baterię artylerii górskiej. Również tu kozacy na moment zajęli wzgórze blisko 11 kompanii, jednak ppor. Fast po energicznym kontrataku odrzucił kozaków pod Szumlany. Kozacy ponieśli bardzo dotkliwe straty. Tymczasem na pozycje 9 kompanii nacierała w trzech liniach piechota wspierana artylerią i ckm-ami. Kompania pozwalała podchodzić Rosjanom blisko stanowisk, aby móc dokonywać celniejszych strzałów. Ppor. Jędrzejasz cały czas kierował ogniem a gdy jeden z celowniczych został ranny sam zajął jego miejsce. Dużego wsparcia udzieliła kompanii 7 bateria artylerii, która zasypywała piechotę granatami. Przed trzynastą odparto drugi atak nieprzyjaciela na całej linii. Rosjanie zostawili ciała zabitych i ciężko rannych na polu bitwy i wycofali się. W polskich szeregach zginęło kilku ludzi, utracono dwa z sześciu karabinów maszynowych, co znacznie osłabiało polską obronę. Po krótkiej przerwie, około trzynastej, cztery baterie bolszewickie otworzyły tak zaciekły ogień, że Polacy tonący w dymie i kurzu nie byli w stanie się odstrzeliwać. Obsługa baterii górskiej ukryła się w rowach strzeleckich. Polskie pozycje zostały po raz trzeci zaatakowane przez piechotę, która zaległa blisko polskich okopów. Oddziały kozaków manewrowały tym razem na całym polu bitwy, umiejętnie wykorzystując nierówności terenowe. Wyczerpani obrońcy nie myśleli jednak o poddaniu się. Wszystkich opanował szał walki, nawet ciężko ranni walczyli do utraty przytomności. Celne strzały skutecznie rozbijały szyki nieprzyjaciela. |
|
|
|
|
| Decydująca faza bitwy |
   |
Kapitan Gabryś obserwując przebieg bitwy i liczebność wojsk nieprzyjacielskich zdał sobie sprawę z tego, że ma do czynienia z jedną pełną brygadą bolszewicką, która miała zadanie wesprzeć lewe skrzydło sowieckie pod Bursztynem albo uderzyć na tyły Dywizji Piechoty płk. Burhardta - Bukackiego zmierzającej na Podhajce. Dziś wiemy ze źródeł rosyjskich, że pod Dytiatynem walczyła dywizja a nie brygada Kozaków a ich głównym, bezpośrednim zadaniem było rozbicie ukraińskich wojsk gen. Tiutiunnika, które zajęły całkowicie sztab 41 Dywizji Strzelców w Podhajcach. Aby tam dojść wojska bolszewickie musiały przejść przez Dytiatyn, który znalazł się również na drodze 13 pp. Siły rosyjskie były więc dużo większe niż myślano na początku. Poza tym, były pełnowartościową jednostką wchodzącą w skład 14 Armii. Należało więc oczekiwać kolejnych ataków. Trwanie na dotychczasowych pozycjach groziło klęską. Z drugiej jednak strony, przedwczesne wycofanie się spowodowałoby, iż Rosjanie mogli wyjść wprost na tyły XVI Brygady Piechoty, która nieświadoma zagrożenia podążała na Podhajce. W konsekwencji mogło to doprowadzić do rozbicia XVI Brygady i zatrzymania ofensywy południowego skrzydła polskiej 6 Armii. W najlepszym razie mogło dojść do opóźnienia marszu 8 Dywizji Piechoty i utrudnić znacznie polski manewr okrążania 14 Armii sowieckiej od południa. Korzystając z przerwy w walce kapitan wezwał dowódcę artylerii i III batalionu wydając, po krótkiej naradzie, rozkaz prowadzenia obrony do ostatniego żołnierza. Dowódca Pułku świadomie poświęcał swój pododdział dla oszczędzenia strat macierzystej dywizji, która mogła dzięki temu wykonać swoje zadanie. Próba powiadomienia XVI Brygady o grożącym niebezpieczeństwie nie przyniosła pożądanego rezultatu. Gdy do Dytiatyna dotarł konny łącznik I batalionu z meldunkiem o zajęciu Rudnik, kpt. Gabryś przesłał dowódcy batalionu rozkaz wysunięcia jednej kompanii na południowy-wschód od Bokowa, aby dać odwód wykrwawionemu III batalionowi. Jednak z uwagi na to, że Rudniki leżą siedem kilometrów od Dytiatyna, nie należało spodziewać się pomocy szybciej niż za dwie godziny. Jednakże Rosjanie rozpoczynali już czwarty atak. Na obrońców spadł grad ognia artyleryjskiego a następnie na całym froncie od Szumlan po Bybło pojawiły się tyraliery piechoty i ławy jazdy. Piechota nacierała miękko, bojąc się zaciętego ognia polskich żołnierzy, natomiast ataki kawalerii przybierały na sile. Grupy kozaków nacierały na polskie okopy z wyciągniętymi szablami i okrzykami. Po przyjęciu ostrzału rozpierzchały się, zostawiając zabitych i rannych, po czym nacierały ponownie, szukając oznak osłabienia obrońców. Nagle, silny oddział kozaków ominął prawe skrzydło obrony i wdarł się do Bokowa. Kapitan Gabryś wydał rozkaz 11 batalionowi, aby ten natychmiast przystąpił do kontrataku. Zaskoczeni kozacy zostali wyparci z Bokowa na pozycje wyjściowe przez brawurowo nacierający kilkudziesięcioosobowy oddział strzelców ppor. Fasta. Po czwartym ataku w polskich szeregach zginęło trzydziestu obrońców, zniszczone zostały dwa działa artylerii górskiej oraz dwa karabiny maszynowe. |
|
|
|
|
| Odwrót i ostatnia szarża |
   |
O godzinie piętnastej do kpt. Gabrysia dotarł łącznik III dywizjonu 1 Pułku Strzelców Konnych z informacją, że strzelcy konni ponieśli duże straty w walce z piechotą rosyjską na wzgórzach między Starymi Skomorochami a Bybłem. W tej sytuacji kpt. Gabryś zorientował się, że wojska bolszewickie dysponują w rejonie Dytiatyna nie jedną a być może dwiema brygadami (dziś wiemy, że była to cała dywizja kawalerii, wspierana przez piechotę). W związku z tym zarządził odwrót w kierunku południowym na wieś Hnilcze, omijając od wschodu Dytiatyn, tak aby dotrzeć do drogi Halicz - Zawałów - Podhajce, którędy maszerowała XVI brygada. W ten sposób można było dodatkowo opóźniać nieprzyjaciela i osłaniać posuwające się drogą oddziały. Pierwsza ruszyła kompania techniczna z dwoma ckm-ami gotowymi do otwarcia ognia, tabor batalionu, potem wozy amunicyjne, pluton łączności i dowództwo 13 PP. III batalion i artyleria miały później podążyć w tym samym kierunku. Gdy na wzgórzu 385 trwały przygotowania do odwrotu, o godzinie szesnastej Rosjanie przystąpili do piątego już w tym dniu uderzenia. Kawaleria atakowała czołem oraz na lewym skrzydle odsłoniętym po odejściu kompanii technicznej. Dwa ostatnie, właśnie naprawione, karabiny maszynowe rozpoczęły ostrzał kozaków. Na wzgórzu artyleria górska strzelała z dwóch ocalałych haubic. Nie powstrzymywało to jednak szarży gęstych ław kawalerii, które zalały najpierw punkt obserwacyjny, na którym zginęli kpt. Domański i ppor. Kaliszek. Następnie wpadły na linię okopów, gdzie spotkały się z zażartym oporem wyczerpanych polskich kompanii. Nikt nie wpadł w panikę, nikt nie szukał ocalenia w ucieczce. Żołnierze bronili się kolbą i bagnetem, strzelali z najbliższej odległości do nieprzyjaciela. Zginął tu też pchor. Stefański, pod ciosami szabel padł plut. Marusiński. Wszystko to działo się pięćdziesiąt metrów od stanowisk 4 baterii artylerii górskiej. Kapitan Zając, widząc w jakim położeniu jest 9 kompania, zebrał wszystkich artylerzystów, którzy stracili swoje działa i oddał ich pod komendę ppor. Władysława Świebockiego. Mały oddział artylerzystów otrzymał rozkaz "na bagnety" i ruszył na odsiecz strzelcom. Zaskoczony nieprzyjaciel został odrzucony bohaterskim kontratakiem. Kawaleria rosyjska zdawała sobie jednak sprawę z tego, że Polacy są u kresu sił, więc nie schodząc z pola przegrupowała się do kolejnej szarży. Artyleria bolszewicka zamilkła, pozostawiając rozstrzygnięcie bitwy jeździe. Polskie karabiny maszynowe nieustannie strzelały. Wreszcie, gdy woda zagotowała się w chłodnicach, odmówiły posłuszeństwa. Kanonierzy chwycili za ręczne karabiny. Korzystając z milczenia polskich dział, sowieckie taczanki podjeżdżały blisko i zasypywały polskich żołnierzy gradem pocisków. Po ciężkiej walce resztki obu kompanii zostały zepchnięte ze wzgórza odsłaniając pozycje baterii artylerii. Około pięćdziesięciu żołnierzy obsługi zajęło pozycje wśród porozbijanych dział. Dołączył do nich II pluton 9 kompanii. Kawaleria bolszewicka podjechała na kilkadziesiąt kroków od polskiej linii obrony na wzgórzu 385. W stronę dowódcy obrony kapitana Zająca padały okrzyki: Poliak, zdajsia! Nie ujdiosz! Kapitan, nie zważając na to, chodził między działami i krzyczał: Bronić się do ostatniej kropli krwi! Niektórzy kozacy przystawali i przyglądali się ze zdumieniem walczącym dzielnie Polakom. Na wezwanie do kapitulacji odpowiedziano strzałami. W odległości trzystu kroków od milczących dział kawaleria rosyjska przygotowywała ostatnią szarżę, zasilana przez nowe oddziały, które okrążały powoli broniącą się baterię. Przed godziną siedemnastą na dany znak kawalerzyści ruszyli w szyku zwartym na baterię. Powitały ich rzadkie strzały karabinowe, które wkrótce ucichły. Wyczerpanym obrońcom pozostały tylko bagnety. Otoczeni przez kozaków stanęli przy swoich oficerach, broniąc się zaciekle. Kpt. Zając i por. Wątroba strzelając z pistoletów wprost w twarze czerwonoarmistów oddali życie zarąbani szablami. Z karabinem w ręku zginął ppor. Świebocki. Po kilkunastu minutach padli ostatni obrońcy. Bolszewicy przeszukiwali pole bitwy znęcając się nad rannymi i bezczeszcząc zwłoki poległych. Niektórzy mieli jeszcze dość sił, aby doczołgać się do najbliższych zarośli, jednak umierali tam z zimna i upływu krwi. Oddziały Armii Czerwonej rozlokowały się na nocleg w Dytiatynie i Bokowie, co uniemożliwiło tutejszym mieszkańcom udzielenie pomocy ciężko rannym żołnierzom. Patrole sowieckie zabierały bowiem tylko swoich rannych.
POLEGLI NA POLU CHWAŁY!!! |
|
|
|
|
|
|
|
|
| ORDRE DE BATAILLE 16 IX 1920 DYTIATYN |
  |
|
DOWÓDCA ODDZIAŁÓW POLSKICH: kpt. szt. gen. Jan Gabryś
13 Pułk Piechoty "Dzieci Krakowa" w składzie XV Brygady Piechoty z 8 Dywizji Piechoty pod dow. gen. Stanisława Burhardt-Bukackiego
Dowódca Pułku: kpt. szt. gen. Jan Gabryś
III batalion: kpt. Jan Szewczyk
(3 kompanie strzeleckie, 1 kompania ckm) - 6 oficerów, 88 podoficerów, 391 szeregowych, 8 ckm, w bitwie brały udział:
9 kompania: ppor. Leon Jędrzejasz
11 kompania: ppor. Jakub Fast
kompania techniczna - chorąży i ok. 100 szeregowych: chor. Wincenty Martyna
oddział konnych zwiadowców - oficer i 60 szabel, 2 ckm
pluton telefoniczny - 30 szeregowych
Grupa artylerii przydzielona z VIII Brygady Artylerii do 13 PP
Dowódca: kpt. Władysław Domański
7 bateria 8 Pułku Artylerii polowej: ppor. Zygmunt Gużewski
4 bateria 1 Pułku Artylerii Górskiej: kpt. Adam Zając, por. Wacław Śniegocki, por. Franciszek Wątroba
Łącznie: ok. 600 żołnierzy, w tym 60 szabel, 6 dział, 6 ckmów.
DOWÓDCA ODDZIAŁÓW ROSYJSKICH: naczdyw (gen. dyw.) Witalij Markowicz Primakow
8 Dywizja Kawalerii "Czerwonych kozaków" w składzie 14 Armii
I Brygada: NN 1 Pułk (43 pułk kawalerii): NN
2 Pułk (44 pułk kawalerii): NN
II Brygada: Władimir Romanowicz Mikulin 3 Pułk (45 pułk kawalerii): Dmitrij Chłoń
4 Pułk (46 pułk kawalerii): Siergiej Bukacel
III Brygada: Diemiczew 5 Pułk (47 pułk kawalerii): Iwan Samojłow
6 Pułk (48 pułk kawalerii): Wasilij Fiedorienko
123 Brygada Strzelców z 41 Dywizji Strzelców
366 pułk strzelców
Łącznie: ok. 2500-3000 żołnierzy, w tym 1000 bagnetów, 1500-2000 szabel, 4 baterie artylerii, 20 ckmów.
W ostatniej fazie bitwy, po wycofaniu się części polskich pododdziałów, przewaga sił rosyjskich w stosunku do obrońców wzgórza 385 była kilkudziesięciokrotna! Wzgórza broniło około 50-60 żołnierzy z 4 baterii 1 pułku artylerii górskiej oraz II plutonu 9 kompanii III batalionu 13pp)
|
|
|
|
|
|
|
|