Konwój kilkunastu samochodów i autobusów przejeżdżający przez wsie na głębokiej prowincji na pewno jest niecodziennym widokiem. Dlatego nie dziwią nas przyklejone do szyb nosy dzieci, kobiety stojące w bramach i panowie z wiejskiej ławeczki debatujący nad tym wyjątkowym zjawiskiem. Albo… wcale nie takim wyjątkowym, bo tak tu już przecież co roku.

Obchody bitwy pod Dytiatynem odbywają się od 9 lat. Najpierw stał tu tylko żelazny krzyż otoczony dziką różą. Później odbudowano cmentarz. Od 2015 r. uroczystości na odnowionej nekropolii gromadzą setki osób, od urzędników, przez osoby zainteresowane tematem, po lokalnych mieszkańców.

W tym roku obchody zaszczycił obecnością konsul RP we Lwowie Marian Orlikowski i wicekonsul Katarzyna Sołek, przedstawiciele Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego: Krystyna Sałańska, Dariusz Szczęśniak i Teresa Zachara, przewodnicząca Rady Miejskiej Bołszowiec Maria Szczepańska, sołtys wsi Dytiatyn Jewhen Dowżyński, delegacja 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa (kontynuującej tradycje 13 pułku piechoty) pod dowództwem ppłka Roberta Wiese, ks. dr Jacek Waligóra kaznodzieja – przedstawiciel abpa lwowskiego Mieczysława Mokrzyckiego, ks. Mykoła Cymbalisty, proboszcz parafii w Dytiatynie, franciszkanie z delegatem prowincjała na Ukrainę o. Stanisławem Kawą, kapelan armii ukraińskiej ks. Roman Studnyk oraz poczet sztandarowy Samodzielnej Jednostki Strzeleckiej „Strzelec Lwów”. Oprawę muzyczną zapewniła orkiestra „Surmy Hałyczyny” ze Lwowa, niezmiennie towarzysząca we wszelkich uroczystościach mniejszości polskiej w całej Galicji oraz – wyjątkowo wzruszający – Zespół Pieśni i Tańca Podolski Kwiat z Koziatyna pod dyrekcją Natalii Czajkowskiej, skupiający uczniów polskiej szkółki sobotnio-niedzielnej.

Są i tacy uczestnicy, których się nie wyczytuje. Trzeba znaleźć ich w tłumie i wyłuskać strzępy wspomnień. Pomarszczony staruszek w niemodnym swetrze z jeleniami – to Petro Hrudzewycz. Kiedy Sowieci ostatecznie likwidowali miejsce pamięci po poległych Polakach w Dytiatynie, on został wyznaczony do ścięcia krzyża. Odmówił i był za to represjonowany przez komunistyczne władze. Czy może być bardziej wymowny symbol pojednania w miejscu jednej z bitew tej wojny, gdzie Polacy i Ukraińcy razem walczyli przeciwko temu samemu wrogowi? Kaznodzieja i miejscowy proboszcz zwrócili uwagę na ten właśnie wymiar uroczystości, aby budować wzajemne relacje na Ewangelii na wzór Matki Bożej Bolesnej znoszącej w cichości serca mękę i śmierć swojego Syna, jak matki poległych tu żołnierzy.

Marcin Więckowski